Bramy Światłości tom 2 - recenzja

  • Autor: Kamila Zielińska
  • Opublikowano: 10 Luty 2018
  • Komentuj 3

Premiera drugiego tomu już 15 lutego!

Kiedy ocierasz się o śmierć kilka razy w ciągu dnia, w pewnym momencie godzisz się z nadciągającym końcem. Ale czy Abaddonowi, samemu cholernemu Aniołowi Zagłady przystaje się poddawać? 

Książka była opakowana w błyszczący, jasną satynkę i czerwoną wstążkę. Wyglądała bardzo anielsko. Fabryko pięknie!

Intryga kłębi się nie tylko wokół samobójczej wyprawy Seredy i Daimona w poszukiwaniu Światłości. Atmosfera gęstnieje również w Królewstwie i w Głębi, ale nie tylko. Gorąco robi się w też Omeyocanie i Tamoanchanie. Gdzie tylko spadną pióra ze skrzydeł świetlistych, tam Gwiazda Zagłady rozlewa krew.

A trzeba przyznać, że leje się ona wodospadem z naszych bohaterów. Nim jedne rany zdążą się zagoić już pojawiają się kolejne, a kolekcje blizn rosną każdego dnia. I gdyby dorzucić do tego zupełnie niewidzialne, wbite w plecy noże zdrady, to sytuacja zaczyna rysować się w paskudnych barwach. Ale przecież...

Nikt z naszych nie zostaje sam w potrzebie. Nigdy. Naprawdę nigdy.

Po raz kolejny historia dotyczy kilku wątków jednocześnie. Rozdziały rzucają nas to w pobliże Hajot Hakados do Gabrysia, to do pałacu w sercu Głębi, gdzie Razjel walczy nie tylko z całym demonicznym półświatkiem, ale i ze samym sobą o kontrolę. Czasem również do samego Lucka, którego zachowanie doprowadzi do nerwicy wszystkie skrzydlate stworzenia wyższe niż ptactwo niebieskie. 

Akcja jest równie dynamiczna jak w tomie pierwszym. Wydarzenia dzieją się jedno po drugim, nieprzerwanie, niebezpiecznie. Nie ma chwil wytchnienia, a zmęczenie i osłabione morale bohaterów (zarówno tych na wyprawie, jak i Pana Tajemnic czy Dżibrila) powodują, że gdzieś zaczynamy dostrzegać bezsens tych wszystkich wydarzeń. Choć drużyna Seredy brnie niugięcie do celu, to straty po drodze są dość znaczne. 

I wydawałoby się, że usłana cierniami droga kiedyś musi się skończyć, a na jej finiszu zobaczymy wspaniałe odnalezienie Jasności. No nic bardziej wylnego. Nie ma tak lekko. Musicie pocierpieć. Oni cierpią, więc to logiczne, że my też powinniśmy, nie? Więc jedziemy dalej na tym wózku rozpaczy, bo przygoda wbrew temu czego spodziewali się czytelnicy nie kończy się na drugim tomie. Może przyzwyczajeni to dwutomowych powieści Mai z góry założyliśmy, że tak właśnie będzie i koniec? No więc nie będzie. Będzie kolejny tom, a może nawet nie jeden?

I bardzo dobrze zresztą, bo każdy tom odkrywa pokłady niewyczerpanej wiedzy autorki z zakresu kultur i mitologii. Po bliskowschodnim, hinduskim klimacie nagle trafiamy na kolorowe i brutalne tereny azteckich bóstw i rytuałów. Co jeszcze ma dla nas przygotowane Maja Lidia Kossakowska? Umieram z ciekawości. 

I najważniejsze pytanie, co czeka na nas, Daimona, Seredę i Lucka na końcu tej drogi? 

Premiera drugiego tomu już 15 lutego!

Pod tym wpisem można się reklamować. Jeżeli uważasz, że stworzyłeś bardzo dobry film związany z tematem wpisu, wklej do niego link w komentarzu. Najlepsze filmy zostaną tutaj na zawsze. Zapraszamy do komentarzy. Czekamy na Wasze opinie. Do dyspozycji naszych czytelników oddajemy również forum dyskusyjne... serdecznie zapraszamy tam do rozbudowanych dyskusji i kooperacji spoleczności brodaczy!

Komentarze