Fotel PRO-GAMER Maverick - Recenzja

  • Autor: Kamila Zielińska
  • Opublikowano: 02 Październik 2018
  • Komentuj 2

Fotele gamingowe to temat kontrowersyjny. Z jednej strony byśmy taki chcieli, z drugiej strony przecież jest tyle tanich, dobrych foteli, które nie mają w nazwie PRO-GAMER. Co tu robić, odkładać, zdecydować się? A może zupełnie odpuścić?

Jeszcze do niedawna siedziałam przed komputerem na zwykłym, drewnianym krześle. Tak moi mili, lata grania i pisania spędziłam na sztywnym, kuchennym siedzisku. I wiecie co? Dzięki temu zawsze siedziałam prosto! Dopiero rok temu rozbudowałam swoją bazę komputerową do tego stopnia, że wraz ze zmianą biurka na sporo większe, przyszedł czas na krzesło biurowe. Bo mobilne, bo wygodne, bo regulowane. I chociaż było mi super wygodnie, mogłam siedzieć przed komputerem w najdziwniejszych pozycjach, to teraz mój kręgosłup mnie nienawidzi i już nie pamięta co to znaczy nie garbić się.

Siedząc na AKRacingach czy Nitro Genesisa zawsze wzdychałam, że miło by było mieć taki fotel, ale te ceny… Dla wielu graczy spory wydatek, czasami dobry fotel kosztuje tylko co spora część komputerowego zestawu. Czy nie lepiej więc kupić nową grafikę, albo procesor? Nie. Zawsze najpierw inwestujcie w siebie, a dopiero potem w inne rzeczy. Krzesło dopasowane do Waszych potrzeb i dające Wam komfort użytkowania to coś, za co Wasze plecy Was pokochają na nowo.

Dzisiaj chciałabym Wam przedstawić fotel marki PRO-GAMER model Maverick. Wybrałam akurat ten ze względu na szerokość siedziska, minimalnie większą niż mój pierwszy typ Gorgon.

Cena tego modelu jest umiarkowana, rywalizuje tutaj mocno z Genesisowymi krzesłami, natomiast jest droższy od Diablo, które można dorwać za 5 stów, ale ich jakość jest jednak gorsza.

Jaki jest Maverick?

Jest duży i wygodny. Dosyć twardy na środku siedziska i przyjemnie miękki na oparciu i brzegach. Idealnie trzyma pupę tam, gdzie powinna być, stabilizując kręgosłup i pozwala na dopasowanie fotela do biurka. Można odchylać oparcie, podnosić siedzisko oraz obracać podłokietniki do środka lub na zewnątrz.

Oparcie dla łokci jest niezmiernie ważne, a tutaj podpórka pod ręce jest elastyczna, dzięki czemu to ona dopasuje się do tego gdzie ułożymy łokieć, a nie odwrotnie. Tym bardziej, że jej wysokość można zmieniać w zależności od potrzeb.

Stalowa konstrukcja jest obłożona zimną pianką, która w zamyśle producenta miała być odporna na wgniecenia. Po kilku dniach użytkowania widzę, że powstają one jednak po długotrwałym nacisku. Natomiast nie dzieje się to w centralnej części fotela, a po wstaniu widać jak wraca do pierwotnego kształtu.

Przy fotelach ze sztucznej skóry warto mieć na uwadze stopień odgnieceń i traktować je z należytą delikatnością. Siadanie w jeansach z milionami suwaków i guzików nie posłuży żadnemu fotelowi. Ten ma tłoczenia, które zapobiegają mocnym odkształceniom i przetarciom siedziska i oparcia, jednak jeśli fotel ma służyć nam na lata, to dobrze byłoby korzystać z niego z głową.

Szycie materiałów (a Maverick jest obszyty trzema różnymi) jest porządne. Obejrzałam dokładnie każdy szew i wszystko jest na swoim miejscu. Nie rozejdzie się i nie popęka. I wygląda estetycznie.

Jeśli chodzi o sam wygląd, to nie jestem fanką ‘’gamingowego designu’’. Model Gorgon przemawia do mnie bardziej, ze względu na swoją toporną prostotę, ale Maverick ma typową budowę fotela dla graczy, warto więc zapoznać się z jego możliwościami. Istotne w takich krzesłach jest to, jak zaprojektowane są poduszki. I o ile ta górna sprawiła, że poczułam się przez chwilę jak śp. Stephen Hawking, to lędźwiowa jest czymś doskonałym. Idealnie odciąża odpowiedni odcinek kręgosłupa, a do tego jest miękka i komfortowa.

Górna poduszka jest fajna osobno, kiedy oglądamy film i podłożymy ją sobie pod głowę, ale na oparciu fotela nie mogę jej docenić. Zwłaszcza, że jako dziewczyna często upinam długie włosy i po prostu nie możemy się do siebie dopasować, a wbijające się spinki i gumki to coś czego w trakcie grania czy pisania doświadczać po prostu nie chcę.

Fotel w domu - co dalej?

Mavericka potraktowałam odpowiedzialnie, jak nowego członka rodziny. Mimo specjalnych poliuretanowych kółek zabezpieczyłam podłogę plastikowymi matami z Ikei, i chociaż martwiłam się, że będzie im za ślisko, to dają radę. Nie odjeżdżam od biurka przy każdym ruchu.

Złożenie fotela również było proste, chociaż w podróży doznał małego uszczerbku na zdrowiu, a plastikowa osłonka ślimaka z jednej strony po prostu odpadła, lub nie była przyklejona (tak jak po drugiej stronie). Mimo wszystko instrukcja jest prosta, a fotel postawicie spokojnie w 20 minut.

Trzeba się też liczyć z wydatkiem około 800 zł. Polski producent ma w swojej ofercie podobny, tańszy model Falcon (500 zł), ale już po zdjęciach widać, że jakość materiałów i zastosowanych rozwiązań jest dużo niższa. Warto więc zastanowić się, czy dołożenie tych 300 zł na, mówiąc wprost, mebel, nie jest lepszym pomysłem.  W końcu będzie z nami mieszkał przez następnych kilka lat.

I to kolejna sprawa, wygląd. Fajnie mieć kolorowe stanowisko, gdzie LEDy i fotel sprawiają, że czujemy się jak, no cóż, Pro-Gamer, ale jednak warto wybrać coś co pasuje nam do wnętrza, lub łatwo się do niego dostosuje. Mój Maverick jest czarno-szary, przez co będzie pasował do każdego wnętrza, a ja nie będę się wkurzać na wielkiego, czerwonego grata na środku zielonego pokoju. To są detale, ale wychodzą one dopiero po jakimś czasie użytkowania, a w dniu zakupu raczej o tym nie myślimy. Podobny błąd popełniła moja mama kupując młodszemu bratu kolorowy, gamingowy fotel, i wiecie co? I dostał mój stary pokój, bo bardziej pasował!

Czy warto inwestować?

Warto. Jeśli spędzacie dziesiątki godzin miesięcznie przed komputerem, jeśli nawet pracujecie 8 godzin w biurze, to warto spędzić je na czymś wygodnym. Zawsze można zainwestować w siatkowe krzesła biurowe, np Ergohuman, ale są one dużo droższe niż taki fotel (no wiadomo, pośród foteli gamingowych też znajdą się takie za kilka tysięcy, ale takie krzesło w zupełności wystarczy).

Szereg różnych modeli i wielu producentów do wyboru ułatwi Wam zadanie, bo każdy znajdzie coś dla siebie, ale takie modele jak Maverick czy Gorgon spełnią zadanie droższych foteli, a zamkną się w kwocie poniżej tysiąca.

Mavericka, Gorgona i inne modele polskiej firmy PRO-GAMER możecie sprawdzić tutaj.

Na koniec dodam, że często w internecie spotkać się można z opiniami, że zwykłe fotele biurowe z Ikei np model Markus, spełnią rolę podobną. I tu uważajcie. Fakt, że mogą być drogie, miękkie i wygodne, nie zmienia tego, że krzesło kubełkowe zawsze lepiej utrzyma Wasze ciało w pionie, a większość (wcale nie tanich) foteli z sieciówek typu Jysk, nie zapewni Wam odpowiednich warunków do długiej pracy przy komputerze.

Pod tym wpisem można się reklamować. Jeżeli uważasz, że stworzyłeś bardzo dobry film związany z tematem wpisu, wklej do niego link w komentarzu. Najlepsze filmy zostaną tutaj na zawsze. Zapraszamy do komentarzy. Czekamy na Wasze opinie. Do dyspozycji naszych czytelników oddajemy również forum dyskusyjne... serdecznie zapraszamy tam do rozbudowanych dyskusji i kooperacji spoleczności brodaczy!

Komentarze