Lioncast Lx20 - Recenzja

  • Autor: Kamila Zielińska
  • Opublikowano: 11 Kwiecień 2018
  • Komentuj 3

To już nie są czasy, kiedy tani sprzęt typu Tracer czy Manta były jedynymi markami, na które młodzi gracze pokolenia Y mogli sobie pozwolić. Rozpadały nam się w rekach, wymienialiśmy je co chwilę na nowe, lub odkładaliśmy na Logitechy. Nie w głowie nam były wtedy powodujące oczopląs Razery, a jak już to czekaliśmy na nie bardzo długo odkładając każdy grosz. Takie czasy przypomniały mi słuchawki LX20 od Lioncasta.

To już trzecia moja recenzja sprzętu niemieckiej firmy. Co by nie mówić, kupili mój szacunek stosunkiem jakości do ceny. Skłamałabym mówiąc, że te słuchawki są wybitnej jakości jak klawiatura mechaniczna LK200, o której pisałam kilka dni temu, lub chociaż tak dobre jak mysz LM20, którą uwielbiam za duży kształt i idealne obciążenie.

Słuchawki Lionca są po prostu dobre. Ani złe, ani rewelacyjne, dobre. Pierwsza co mnie zszokowało to toporny kształt. Słuchawki przypominają mi kij hokejowy. Takie jakieś to obłe i zagięte, no nie najpiękniejsze. W dotyku też zalatują tanim plastikiem. Na szczęście nie jest tak źle, a materiały nie są podłej jakości. Na głowie jest lekko i przyjemnie, chociaż z mojej małej głowy potrafią się zsunąć w czasie grania, w końcu to jedynie 232g. Mała waga i mała głowa nie idą razem w parze.

Z typowych bajerów jakie widujemy przy słuchawkach mamy: mikrofon, na szczęście da się go odczepić, bo siedzenie i oglądanie filmy w czymś takim wydaje mi się nierealne, oraz pilota na kablu. On jest jakości bardzo średniej. Ale spełnia swoją funkcję i możemy nim mikrofon włączyć lub wyłączyć oraz dostosować sobie głośność słuchawek. Nie musiałby być jakiś rewelacyjnie mocny, ale jest dość duży i czuć w nim taniość.

To co jednak najważniejsze w słuchawkach, to dźwięk. I chociaż poprzeczke zawieszoną miały teraz bardzo wysoko, bo ostatnio korzystam z HyperX Cloud (recenzja pewnie niedługo) i Audictus Endorphine, gdzie obie pary mają wysokiej klasy dźwięk, to Liocasty dały radę. Grają dobrze. Nie zniekształcają, wysokie dźwięki nie piszczą. Scena nie jest wybitna, bo lewy kanał gra swoje a prawy swoje, przez co nie ma tego uczucia ''muzyki w głowie''. Dla graczy to dobrze, bo lepiej słychać czy z lewej czy z prawej nadchodzi wróg. To są dobre słuchawki do domowego grania. Jakość dźwięku jest więcej niż odpowiednia za tę cenę. 

A kosztują w tej chwili 109zł. Dla osób, które nie potrzebują sprzętu za 4 stówy jak HyperX (ktore zresztą nie od pierwszego użycia doceniłam i nie mogłam pojąć o co to całe halo), są świetnym wyborem. Nieco tańsze od podobnie grającego Trust GXT Creon, a o niebo wygodniejsze i lepiej izolujące. Do tego z dobrych materiałów, chociaż Trusty z początku wydają się solidniejsze.

Ostatnia rzecz, którą chcę Wam pokazać to palcowanie. Ładna, lekko lustrzana powierzchnia pod logo jest zmorą każdego pedanta. Technicy kryminalni mieliby używanie! A my musimy przygotować ściereczkę na kurz.

Czy mimo wszystko mogę polecić te słuchawki? Tak. Dla graczy, którzy nie chcą wydać więcej, to będzie całkiem solidny i sensowny wybór. W tej półce cenowej Lioncast oferuje lepszą jakość, a sama firma przyzwyczaiła mnie już do pewnego poziomu, który -mam nadzieję- utrzymają.

 

 

Pod tym wpisem można się reklamować. Jeżeli uważasz, że stworzyłeś bardzo dobry film związany z tematem wpisu, wklej do niego link w komentarzu. Najlepsze filmy zostaną tutaj na zawsze. Zapraszamy do komentarzy. Czekamy na Wasze opinie. Do dyspozycji naszych czytelników oddajemy również forum dyskusyjne... serdecznie zapraszamy tam do rozbudowanych dyskusji i kooperacji spoleczności brodaczy!

Komentarze