Weekend z Netflix - Szkoła dla Elity

  • Autor: Kamila Zielińska
  • Opublikowano: 08 Październik 2018
  • Komentuj 2

Spojrzałam w piątek na tytuł serialu i natychmiast go odpaliłam. W pierwszej chwili pomyślałam, że to będzie po prostu hiszpańska wersja Plotkary, ale nie do końca tak było. Szkoła dla Elity nie ma blasku i glamu Gossip Girl. To ciemniejsza i bardziej jednolita wizja młodych-dorosłych, którzy na równi ze swoimi rodzicami walczą o przetrwanie w świecie wielkich problemów i jeszcze większych pieniędzy.

Brudne pieniądze. Ostry seks, często pełen fetyszy. Drogi alkohol i narkotyki, a do tego podejrzane interesy. Taka jest codzienność Elity w jednej z hiszpańskich szkół. Do dnia, gdy w ich progach pojawia się trójka ambitnych stypendystów z biedniejszej dzielnicy, w której zawaliła się szkoła. Ich pobyt w nowej szkole pełnej niezrozumiałych, skorumpowanych zasad jest bardzo krótki i burzliwy. 

W szkole dochodzi do morderstwa pięknej, rudowłosej Mariny. Podobnie jak w polskim Belfrze czy 13 Reasons Why, kocepcja serialu jest oparta na dochodzeniu prowadzonym przez hiszpańską policję, która poprzecinana jest retrospekcjami z życia młodzieży. Bogate dzieciaki mają większe doświadczenie w zwodzeniu policji, dlatego nic nie będzie sprawiedliwe, ani też oczywiste, a ślady zacierają za sobą doskonale. Wszyscy mają motywy, wszyscy umywają ręce. 

To co mnie urzeka w tym serialu to dosadność. O ile Belfer i 13 Powodów trzymały w jakimś napięciu, to nikt nie pomyślał o realnych zachowaniach nastolatków. Bezpiecznie, zachowawczo, po amerykańsku. Nikt w Elicie nie bawił się w dyplomację ani ugrzecznianie. Pijana młodzież wciąż wymiotuje (często na siebie nawzajem), uprawia seks łamiący wszelkie tabu, a nagość nie ma tutaj intymnej głębi, a jedynie kolejną wartość dodaną do ich statusu. Kiedy to ty ustalasz zasady, wszystko jest dozwolone. 

Aktorzy są świetni, nie znam żadnego z nich z nazwiska ani wcześniejszych produkcji, ale też nie oglądam hiszpańskiego kina.* Mają jednak doświadczenie, które widać, mają obycie z kamerą, oraz doskonałą grę emocjami. Kiedy pokazać emocje, kiedy zachować kamienną minę. Wszystko jest przemyślane, a każdy z bohaterów ma szczegółowo zarysowany charakter. Specyficzne zachowania, motywacje i potrzeby, po które stara się sięgnąć.

Dawno nie wciągnęłam się tak bardzo w żaden serial. Nie zasnęłabym, gdybym nie poznała mordercy Mariny. Chociaż czy to by tak wiele zmieniło? Zakończenie jest gorzkie i nie znajdziecie w nim nic słodkiego, oprócz myśli, że zostawili miejsce na drugi sezon.

Bardzo dobry, dosadny serial. Doskonała alternatywa dla pojechanego, choć mocno odtwórczego Maniaca, kolejnej dobrej premiery Netflixa, jednak z tych mocno popierniczonych i posplatanych z wielu elementów, które czasem potrafią zmęczyć i odgonić od monitora. Elita wsysa na całe 8 godzin i jest tak spójna, i goni do przodu, że każda przerwa wydaje się być torturą wyrywającą nas z tej wartkiej opowieści.

Powiedzieć że bawiłam się dobrze, to nie będzie za dobre wyrażenie, bo serial nie ma nic wspólnego z dobrą zabawą. Z pewnością jednak było to osiem godzin porządnego serialu, które warto poświęcić w weekend na Szkołę dla Elity.

* Część aktorów grała również w La Casa de Papel, Netflixowym serialu Dom z Papieru, który zamierzam zaraz odpalić. :) A już pod koniec października ruszamy na imprezę urodzinową do pół wiedźmy Sabriny!

Pod tym wpisem można się reklamować. Jeżeli uważasz, że stworzyłeś bardzo dobry film związany z tematem wpisu, wklej do niego link w komentarzu. Najlepsze filmy zostaną tutaj na zawsze. Zapraszamy do komentarzy. Czekamy na Wasze opinie. Do dyspozycji naszych czytelników oddajemy również forum dyskusyjne... serdecznie zapraszamy tam do rozbudowanych dyskusji i kooperacji spoleczności brodaczy!

Komentarze